Zamknij

Kpt. Kazimierz Kamieński ps. Huzar- ostatni zagończyk na Podlasiu

22:22, 25.12.2018 | Karol Głębocki
REKLAMA

Spacerkiem Po Wysokiem Mazowieckiem prezentuje: Huzar- podstępem go wzięli. Fragment książki: "Kpt. Kazimierz Kamieński ps. Huzar- ostatni zagończyk na Podlasiu", zrealizowanej w ramach projektu Patriotyzm Jutra 2016.

W życiu Kazimierza Kamieńskiego, pisanego także jako Kamiński, jak w życiu każdego innego człowieka, są daty szczególnie ważne. Jest ich kilka, a trzy z nich, co najmniej trzy, chociaż z różnych lat, są z jednego miesiąca- października.
W październiku, pierwszym październiku po Wrześniu, dojdzie do konfrontacji Kamieńskiego z funkcjonariuszami Imperium: jako podchorąży armii polskiej, który brał udział w wojnie z Niemcami. Jest poszukiwany przez agentów NKWD. Upewnia się w tym, gdy mężczyźni z Pruszanki, i też z Markowa Wólki są wezwani do szarwarku drogowego. Idzie w półkożuszku, bo dzień chłodny, ze szpadlem w ręku. Mija go rowerzysta, a kiedy się zrównają, ów przyhamuje i będzie mu się uważnie przyglądał. Odjeżdżając, co chwilę ogląda się i bezczelnie przygląda się Kamieńskiemu. Na rogatkach Pruszanki Kamieński zachodzi do Pruszyńskiego Biernata i pyta o go o spotkanego na drodze rowerzystę.
- Uważaj Kazik! To jest człowiek, który ma dwie lewe nogi. 
Po ostrzeżeniu przez Biernata Kamieński zawraca do domu i na szarwark do Pruszanki nie idzie. Tam, jak się później dowie, dopytywali o niego funkcjonariusze NKWD. Odtąd, przez cały okres Pierwszego Sowieta, Kamieński pozostaje w ukryciu. 
Dwanaście lat później, bijąc się z komuną, na czele dwudziestoosobowej grupy partyzantów, nawiąże kontakt z organizacją w Warszawie, która podaje się za V Komendę Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Po pewnym czasie, konspiratorzy ze stolicy, proponują Huzarowi przerzut przez granicę na Zachód. Kamieński, po długich wahaniach, propozycję przyjmuje. Po przyjeździe, na zaproszenie V Komendy, do Warszawy zostaje aresztowany- będzie październik.
Rok wcześniej, też w październiku, w zaścianku Niemyje Siudy dojdzie do spotkania, od którego zacznie się brzemienna w skutki współpraca z V Komendą. O spotkanie, w jej imieniu, poprosi Janusz Terlikowski, Kamieńskiemu znany osobiście. Kto, jak kto, ale były żołnierz z placówki AK w Ciechanowcu, w dodatku prześwietlony przez ludzi Huzara jest w stanie uwiarygodnić V Komendę WiN w oczach Kazimierza Kamieńskiego. Okaże się, że Terlikowski będzie takim samym człowiekiem, jak rowerzysta z Pruszanki, przed którym dwanaście lat wcześniej ostrzegał Pruszyński Biernat- człowiekiem o dwóch lewych nogach…

Podstępem go wzięli

1.

Kamieński, i trzech jego ludzi, sądzonych razem z nim w Łapach, w jednym procesie, składają odwołanie od wyroków i prośbę o ułaskawienie, lecz terminy ich rozpatrzenia są odkładane, także przez kancelarię Bieruta. To wszystko po to, by towarzyszom z resortu sprawiedliwości dać możliwość pozyskania od skazańców dodatkowych informacji, które pozwolą postawić w stan oskarżenia kolejnych ludzi uwikłanych we współpracę z Kamieńskim.

Z pieca nie spadł

Żeby skłonić skazańców do składania zeznań obciążających inne osoby konieczne jest stosowanie fizycznego przymusu. Tak się robi, lecz to przeciąga dochodzenia w czasie. W dodatku upór niektórych osób w odmowie zeznań powoduje, że towarzyszom śledczym puszczają nerwy i to prowadzi do kolejnych komplikacji. Świadek Kamieński, chociaż już skazany i siedzi w celi przy Kopernika, na skutek intensywnych przesłuchań nie jest w stanie, jak informuje naczelnik więzienia, stawić się na wokandzie Stefanii Roszkowskiej. Wokandę trzeba więc przełożyć, lecz jak się okaże, pomimo starań więziennego lekarza, Kamieński nie nadaje się do pokazania sądowi także w drugim terminie. Na liście świadków w sprawie Roszkowskiej nazwisko Kamieńskiego jest, bo nikt go z niej nie wykreślił. Faktycznie zaś na sali rozpraw podczas procesu Roszkowskiej, jego łączniczki, Huzara nie ma. Nie ma go też na spotkaniu z Józefą Targońską, primo voto Markowską, w więzieniu w Białymstoku, chociaż było na to zezwolenie naczelnika więzienia. 
Z relacji Franciszka Markowskiego, syna Józefy Targońskiej, ciotki Huzara:
-Mama była w więzieniu w Białymstoku przed południem. Weszła bez trudności, bo na wartowni była już przepustka wypisana na jej nazwisko. W kancelarii sekretarka uprzedziła ją jednak, że do widzenia może nie dojść, ale nie wie dlaczego… Na prośbę o rozmowę z naczelnikiem, mama usłyszała, że go nie ma, chociaż była pewna, że jest. Zobaczy go później na korytarzu, ale nie podejdzie, bo jest wystraszona. Wszyscy jej wcześniej mówili: Nie jedź na widzenie, bo narobisz sobie kłopotów. Mama czekała na korytarzu, bo sekretarka powiedziała, że ktoś do niej wyjdzie. Denerwowała się, czas leciał, a ona musiała zdążyć na pekaes do Piekut. Nikt jednak nią się nie interesował. Kiedy przemierzała w zdenerwowaniu korytarz, podszedł do niej mężczyzna w więziennym ubraniu. I szeptem powiedział: 
-On do pani dzisiaj nie wyjdzie… On ma połamane ręce i nogi.
Franciszek Markowski, przerywając relację matki, którą wiózł furą z Piekut do domu zapytał:
- Torturowali go?
- Z pieca Kazik przecież nie spadł- odparła matka.
Na tortury, które mają wymusić na skazańcach zeznania, dzięki którym posadzi się do więzienia kolejnych ludzi, śledczy potrzebują czasu. I urzędnicy w prezydenckiej kancelarii dobrze o tym wiedzą. Czy wie o tym Bierut? Z pewnością w scenariuszu rozprawy z opozycją, której przewodził Kamieński, akceptował wszystkie metody. Odkładając w czasie odpowiedź w sprawie ułaskawienia dawał śledczym czas. I doskonale wiedział, co z tym czasem zrobią.

2.

Celem scenariusza rozprawy z ludźmi Huzara było zdyskredytowanie ich w oczach społeczeństwa. Temu miał służyć proces Kamieńskiego i pięciu współoskarżonych w Łapach. Tam prokurator, z myślą o opinii publicznej, wygłosił propagandowy osąd o grupie związanych z Kamieńskim jako organizacji. Była to, jak za prokuratorem powtarzali sędziowie, potem zaś reżimowe radio i gazety, organizacja kontrrewolucyjna. Ta organizacja chciała obalić ustrój Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej- i według propagandowego schematu była wspierana przez niektóre warstwy społeczeństwa. Kułacy i reakcyjna część kleru- tak je nazwał prokurator. Organizacja była bardzo niebezpieczna, o czym miała zaświadczać długa lista ofiar mordów dokonanych przez Kamieńskiego i jego kompanów. To koronny dowód, że organizacja kontrrewolucyjna, z Kamieńskim na czele, podjęła się obalenia ustroju PRL w sposób szczególnie haniebny- siłą.

Chusteczka biała jak kwiat

Halina Pruszyńska przyzna, że lista ofiar, którą przedstawi prokurator, nie budziła jej ciekawości. Cel jej uczestnictwa w procesie był inny, i niewykluczone, że był podobny, jak większości ludzi zgromadzonych w parafialce. 
- Chciałam go zobaczyć- powie otwarcie.
Pruszyńska jest z Hodyszewa i zna Kamieńskiego osobiście, bo chodziła z nim razem do szkoły. Kazik był wyżej o jedną, albo dwie klasy. Pamięta, że najbardziej zwracał jej uwagę swoimi butami. Inne dzieci przychodziły do szkoły pieszo. I buty miały brudne. Kazik Kruciów dojeżdżał do szkoły na koniu. I u niego buty były czyste. 
W parafialce widzi go wymizerowanego i bladego. Kazik kaszle co chwilę, bo może jest przeziębiony, albo z więzienia ma coś z płucami. Kaszle i wtedy wyciąga z kieszeni marynarki chusteczkę. Ta chusteczka, na tle szarości ludzi i ścian, wydaje się wyzywająco biała. Jak śnieg, a może jak kwiat. W parafialce, Kamieński, chociaż pod strażą, potwierdza obraz, który kobieta pamięta z dzieciństwa. I teraz powie:
- Kazik Kruciów- to był prawdziwy pan.

Operacja Cezary

W ławach dla publiczności siedzi Eugenia Dobrzyniecka z Płonki Kościelnej. Jej obecność, bo wszyscy wiedzą, że była łączniczką Huzara, budzi zdziwienie. U Kamieńskiego jest to, być może zdziwienie udawane. Ta obecność i późniejszy brak kary, napiętnują ją na całe życie, jako zdrajczynię. W przypisaną jej na procesie rolę nie wierzy tylko ks. Władysław Grodzki, jej spowiednik z Płonki Kościelnej.
- Bożyła się…!- mówił, komentując jej zaprzeczenie współpracy z bezpieką. 
Teza o zdradzieckiej roli Dobrzynieckiej była podtrzymywana jeszcze w wolnej Polsce.
- Ona została przewerbowana w pierwszej kolejności- twierdzi peerelowski generał Władysław Pożoga w książce Henryka Piecucha pt. Operacja Cezary.
Teza ta nie wytrzymuje próby czasu, bo większość dokumentów świadczy, że jej wymuszona rola miała odwrócić uwagę od V Komendy Zrzeszenia WiN. Przy okazji mogło bowiem wyjść na jaw uczestnictwo tej Komendy przeciwko Delegaturze WiN w Londynie, grze o kryptonimie Cezary. Do tego kierownictwo polskiego wywiadu dopuścić nie mogło. 
Czy wymóg, aby łączniczka była w parafialce bardzo szykowna, wyszedł od Kazimierza Kamieńskiego? Jej strój jest w intrydze sprawą centralną. Tak, czy inaczej Dobrzyniecka, siedząca w parafialce w pierwszych ławach, w szarym i bezbarwnym tłumie, wyróżnia się elegancją stroju. Co więcej, jest to elegancja nad stan. Gospodyni domowa, nie pani na hektarach, z mężem na państwowej pensji, z trojgiem dzieci, na jesionkę z angielskiej wełny, pozwolić sobie, rzecz jasna, nie może. Na dodatek otulona jest futrzanym kołnierzem z lisa. To wszystko jest dla Kamieńskiego wodą na młyn. I uprawnia go do wskazania „Judasza”. Zostać ofiarą, na dodatek „Judasza” w spódnicy, jest dla jego legendy, a o nią walczył do końca, jak lew- było obrazą. Już lepiej byłoby, gdyby dał się przechytrzyć ubekom. Bo kto z jego podlaskich rodaków wie lub kiedyś będzie wiedział o V Komendzie. Po co ma wiedzieć? Ale o dziewczynie, która zdradziła dla wątpliwego futrzanego bogactwa? Każdy. 
Po ponad sześćdziesięciu latach, jakie minęły od procesu, nikt już nie pamięta listy osób zabitych przez Kamieńskiego- Huzara i jego podkomendnych, z czego prokurator zrobił celebrę. Nie pamięta się nawet uzasadnienia wyroku, ani jego treści. W świadomości mieszkańców miasteczka, w ich pamięci tkwią jednoznaczne wypowiedzi Kazimierza Kamieńskiego skierowane wprost do publiczności. Najbardziej utkwiło w pamięci zbiorowej mieszkańców Łap wskazanie przez Huzara miejscowego „Judasza” i jego srebrników. 
Zwracając się, z pominięciem sądu, bezpośrednio do Dobrzynieckiej mówi głośno, aby wszyscy dobrze usłyszeli:
- Jak byłaś u mnie, takiego palta nie miałaś. 
Ta jedna wypowiedź obróciła wniwecz misterną strategię Wielkiego Reżysera, bo przedstawia aresztowanie Kazimierza Kamieńskiego nie jako karę wymierzoną przez lud pracujący, lecz zdradę o wymiarze biblijnym. Do dzisiaj, tak w Łapach, jak w okolicznych zaściankach, o aresztowaniu Huzara i jego podkomendnych, wszyscy mówią jednym głosem- -Nigdy by go nie wzięli, podstępem go wzięli.

Huzar, mój szwagier

To, że wśród osób, które zdaniem prokuratora wojskowego, zamierzały obalić władzę ludową, jest Kazimierz Łapiński, budzi pewne zdziwienie. To robotnik ze słynnych w Polsce zakładów, które remontują tabor kolejowy. I cywil. W każdym razie jego obecność w ławie oskarżonych dodaje procesowi lokalnego kolorytu i podwyższa- i tak już gorącą- temperaturę. Kazimierz Łapiński jest sąsiadem z dzielnicy słynnego żołnierza Huzara, Franka Łapińskiego. A raczej był. Szwed, bo taki miał Franciszek Łapiński pseudonim, wbrew zaleceniu Okręgowego WiN w Białymstoku nie ujawni się. W kilka miesięcy po amnestii weźmie udział, u boku Huzara, w bitwie z żołnierzami Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego na Bocianach. Podczas odwrotu część partyzantów, z Frankiem- Szwedem na czele, dotrze do Jabłoni Dabrowa. I tu ponownie zostanie namierzona przez pododdział KBW. Franciszek Łapiński z Guziakiem z Dąbrowy rusza więc na Płonkę Strumiankę i Roszki, pociągając za sobą grupę pościgową. To ułatwia ucieczkę ich kolegom prowadzonym przez Kazimierza Kamieńskiego. Podczas ucieczki Guziak trafiony zostaje kulą w nogę. Łapiński bierze kolegę na plecy. Obciążony rannym nie jest w stanie ujść pogoni. Zostają otoczeni. – Poddaj się Kaczor- woła dowódca żołnierzy- Poddaj się… Będzie niedługo amnestia. Co robi Łapiński? Kładzie Guziaka twarzą do ziemi i strzela. Drugą kulę przeznacza sobie. I chociaż ten strzał jest śmiertelny, to jeszcze przez chwilę pozostaje żywy. Do ciężko rannego Szweda strzelają z automatów żołnierze KBW. Potem ciała wrzucają na ciężarówkę. Franciszek Łapiński, z Guziakiem, zostają zrzuceni na ziemię w Wysokiem Mazowieckiem, przed budynkiem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa. I tam, leżą na bruku, wystawieni na dwa dni na widok publiczny, pomimo, że są wyjątkowo rodzinne święta dla Polaków- Boże Narodzenie.
W bitwie na Bocianach zginie lub zostanie ciężko rannych kilku żołnierzy KBW. To, jak uważają Łapy jest zasłużoną karą. Karą za złamanie Pokoju Bożego: kiedy Zbawiciel przychodzi na świat należy broń odłożyć na bok. Reżyser postanawia o zemście. Zatem Kazimierz Łapiński, siedzący na ławie oskarżonych, nie dla każdego wiadomo dlaczego, (syn kułaka?), jest z Bocian. Na procesie odżegnuje się oczywiście od znajomości z głównym oskarżonym, co wzbudza na sali pewne rozbawienie. Na Bocianach wszyscy o zażyłości Łapińskiego z Huzarem wiedzą, a i on tego nawet jakoś specjalnie nie ukrywa. 
Według Danuty Skibko, o Huzarze Łapiński miał wprost, co osobiście słyszała, powiedzieć- To jest mój szwagier.

Giercia wyglądała na ciepłe..

Ksiądz Czesław Rakowski, wikary z parafii Pw. Św. Piotra i Pawła w Łapach, owszem, patronuje po cichu nielegalnej Sodalicji Mariańskiej założonej przez uczniów miejscowego gimnazjum, ale co to ma wspólnego z Kazimierzem Kamieńskim? Wiele wskazuje, że łapski wikary został wepchnięty do sprawy Kazimierza Kamieńskiego na siłę. I był kozłem ofiarnym. Jego obecność na ławie oskarżonych w parafialce ma udowodnić, jak też chce prokurator, o poparciu jakiego udzielała organizacjom podziemnym hierarchia kościelna. W zeznaniach Rakowski podaje datę kontaktu z Huzarem niepotrzebnie, bo ten by o nim nie wspomniał. Intrygującym jest powód spotkania, o które księdza poprosił Kamieński- chodzi o jego kościelny związek z kobietą. W zeznaniach księdza Czesława Rakowskiego pojawia się więc okrywany tajemnicą wątek zakochanego Kamieńskiego. To prawdziwa rzadkość. Wiadomo wprawdzie, że był brunetem z wąsikami, przystojnym i postawnym mężczyzną, o rasowej twarzy i dobrym towarzyskim obyciu. W dodatku w mundurze, a wiadomo, za mundurem panny sznurem. Jednym słowem, o czym Łapy wiedzą, Kamieński ma u kobiet wielkie wzięcie. Z panien, które mają kłopoty ze względu na znajomość z Kazimierzem Kamieńskim, jako potencjalna dama jego serca, wchodzi w rachubę Helena Wyszyńska z Wyszyńskich Gozupałów. Podczas rewizji jej rodzinnego domu w Warelach trafi w ręce funkcjonariuszy bezpieki bilecik od Huzara z życzeniami z okazji imienin. To niewiele, zresztą Helena jest wówczas podlotkiem- i uczucie, z którego zwierza się koleżankom ze wsi też raczej jednokierunkowe. Za dziewczęcą miłość zapłaci słono- więzieniem Jednak ów bilecik staje się koronnym dowodem kontaktów Heleny z Huzarem. Kazimierz Kamieński jest poszukiwany listem gończym, więc Wyszyńska powinna o spotkaniach z nim złożyć meldunek na milicję. Jednak tego nie robi, musi więc być przykładnie ukarana i stanie przed sądem.
Bez pamięci jest zakochana w Kamieńskim Gercia Czerniewicz z Domanowa. W majątku Czerniewiczów, zwanym Wolszczyzną, jakieś 50 hektarów, Huzar często bywa. Franek, brat Gerci, jest u Komendanta kurierem. Dziedziczka z Wolszczyzny jest dla Kazika z Kruciów z majątku w Markowo Wólce poważną partią. 
Za współpracę z Huzarem Franciszek Czerniewicz z Domanowa pójdzie do więzienia.
Gercia, nie dość, że majętna, jest też wykształcona, uczy w szkole, w nieodległej od Domanowa Pruszance. 
Który to był rok? Nikt w Pruszance nie pamięta, lecz miesiąc tak- luty. Bo w lutym są imieniny Gertrudy. Najważniejszym jej gościem, na pamiętnych imieninach, ma być Kazimierz Kamieński. Dla niego są szykowane wyroby, które zrobiła Pruszyńska, z którą mieszka Gercia. I muzykanci sprowadzeni ze wsi Mień. Kazik jednak spóźnia się, więc Gercia biega do kuchni, żeby podgrzewać bigos i kiełbasy. Dziewczyna biega- to do okna, wyglądając Kazika, to podkłada do pieca. 
W Pruszance pamięta się do dzisiaj i mówi: Gercia wyglądała na ciepłe.
Kamieński tego dnia nie przyjdzie, bo musi mieć czas, by sprawdzić przez Franka, czy w okolicy Pruszanki nie ma wojska. Nie było. Drugiego dnia Kamieński Gertrudę odwiedza, z imieninowym prezentem, osładzając jej wczorajsze rozczarowanie. 
To jednak nie Gercia Czerniewicz jest osobą, z powodu której Kamieński fatygował księdza. Jest nią bez wątpienia dama nie z parafii w Domanowie, gdzie mieszka Gercia, lecz z parafii, w której posługę kapłańską pełni ksiądz Czesław Rakowski. W tym miasteczku miłością Kazimierza Kamieńskiego, co jest tajemnicą poliszynela- jest Mieczysława Łapińska z Łapińskich Gawrysików, siostra Kazimierza Łapińskiego, sądzonego w procesie Huzara w Łapach. To zapewne o planowanym związku z Mieczysławą Łapińską rozmawia Kamieński z księdzem Rakowskim, podczas spotkania na plebanii lub w domu parafialnym, czyli słynnej z późniejszego procesu parafialce. Na szczęście dla Mieczysławy Łapińskiej, ksiądz jej nazwiska nie podaje. W zeznaniach ksiądz Rakowski podaje treść rozmowy z Kamieńskim, która odbyła się w roku 1947 lub 1948. Listy do Łapińskiej otrzymane od Huzara, wozi jego kurier Franciszek Mościcki z Dąbrowy Wielkiej jeszcze w 1952 roku. Ich związek nie jest przelotny, o czym świadczy zresztą pytanie, z którym przyszedł Kamieński do księdza. 
Ksiądz Czesław Rakowski zeznaje:
- Huzar pytał mnie, czy można wziąć ślub bez zapowiedzi?
Co najciekawsze Kamieński bardzo dobrze znał odpowiedź na postawione pytanie, lecz widocznie Mieczysława Łapińska musiała bardzo na legalizację związku nalegać… Do dzisiaj wszyscy w Łapach wiedzą dobrze, że nie może być ślubu bez zapowiedzi.

Cud nad Narwią

Czy Łapy, jako miejsce procesu Kazimierza Kamieńskiego, są lokalizacją właściwą? Szukając odpowiedzi na to kluczowe bądź, co bądź pytanie, Reżyser nie przeanalizował dobrze wszystkiego, na przykład faktu, że pięć lat wcześniej, w przededniu Wigilii Bożego Narodzenia odbyła się tutaj bitwa pododdziału Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego z grupą byłych żołnierzy WiN, na czele z Kamieńskim, którzy odrzucili możliwość ujawnienia się po ogłoszeniu przez władze amnestii. Brak tej analizy, jak się wydaje jest poważnym niedopatrzeniem.
W przededniu Wigilii, właśnie w nocy, przybywa do Łap Władysław Łukasiuk ps. Młot- postrach agentów i ubeków. Ze względu na kontuzjowaną nogę jest pogardliwie nazywany przez swoich wrogów kulawym watażką. Tu w Łapach, na zaproszenie Huzara i razem z nim, ma spędzić święta Bożego Narodzenia. 
Młot jest w obstawie trzech swoich ludzi. Myli adresy i puka nie do drzwi Jamiołkowskich, których wskazał mu Kamieński, lecz do drzwi domu Oksiutowiczów, stojącego obok... Eugeniusz Oksiutowicz, były żołnierz i endek, jest już na usługach nowej władzy. Młot odejdzie pod właściwy adres, a Oksiuntowicz odczeka chwilę i uda się z meldunkiem do komisariatu milicji przy ulicy Manifestu Lipcowego. 
O poranku, w dniu Wigilii, obejście domu Jamiołkowskich jest otoczone kordonem żołnierzy KBW. Znajdujący się w domu partyzanci, w tym Huzar i Młot, są tego nieświadomi. 
– Dowód!- mówi rozkazująco żołnierz, z tego co pamiętam był to podoficer, do zaskoczonego w sieniach, gołego do pasa, Łapińskiego. Dowód?- odpowiada powoli, aby zyskać na czasie, pochylony nad miską z wodą Franek. I kiedy jest już przygotowany- odpowiada, wyszarpując zza paska pistolet. – To jest mój dowód! Pada strzał, kabeowiak wali się na ziemię. W chwilę później rozpętuje się burza- żołnierze strzelają, jak w tarczę, w dom Jamiołkowskich ze wszystkiego, co mają w ręku. A dom jest nieduży, drewniany. I może być schronieniem na chwilę. Kiedy żołnierze podejdą na odległość rzutu granatem dom wyleci w powietrze. I tak trzyma się cudem cało- już bez szyb. – Wyskakujemy?- krzyczy Lutek Łosiuk do Huzara. – Tylko na mój rozkaz- odkrzykuje rozkazująco Kamieński, chociaż Łukasiuk- Młot jest wyższy stopniem od Kamieńskiego. To Huzar dowodzi. Drzwi są podziurawione jak sito. Na głowy wali się strop. Dłużej nie da się wytrzymać.- Na pomoc!- krzyczy do Edwarda Dziemianowicza ranny Wacław Zalewski. Łukasiuk otwiera drzwi. – Jeszcze nie teraz!- krzyczy Huzar. Zrobiwszy trzy kroki Lucjan Roszkowski z Płonki Strumianki, zwany Łosiukiem, bo z Roszkowskich Łosiów pochodzi, pada ścięty serią z automatu. Trup na miejscu.– Tylko na mój rozkaz- powtarza Huzar, przekrzykując bitewny zgiełk. Niespodziewanie robi się wokół domu Jamiołkowskich szaro, jak o zmierzchu, chociaż jest przedpołudnie. Widać za oknami spadające płatki śniegu. Już jest w domu zupełnie ciemno, zaś za oknami biało. Gęsty śnieg tworzy zasłonę, której ludzki wzrok nie jest w stanie przebić. – Wyskakujemy- mówi spokojnym głosem Kazimierz Kamieński, teraz w zupełnej ciszy. Idą w deszczu śnieżnych płatków, niewidoczni dla zdezorientowanych wrogów. Jak wyjrzy słońce, by oświetlić ziemię, będą daleko za Łapami, w drodze do Jabłoni Dąbrowa. 
Z potyczki na Bocianach, ulica Południowa jest na Bocianach, Kamieński nie miał prawa wyjść żywy. To jest dowód, nie pierwszy i nie ostatni, że Huzar znajduje się pod czułą opieką siły wyższej- Opatrzności. To, żeby wyszedł z życiem z bitwy na Bocianach nie było w mocy ludzkiej. W tym jest, o czym Łapy są przekonane od razu, ręka Boska. 
Pamięć bitwy na Bocianach, którą mają mieszkańcy Łap, Reżyser procesu nie bierze zupełnie pod uwagę. I to jest chyba błąd. Czy postawienie przed sąd ludzki człowieka, którego chroni ręka Opatrzności, jest propagandowo właściwe? Przecież prawdziwym sądem jest jeden sąd- nie sąd ludzki, bo ludzie są omylni, ale sąd Boski. I do tego sądu, niedostępnego dla komunistycznych sędziów odwoła się Kazimierz Kamieński podczas procesu, stawiając sprawę wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego, z góry przesądzoną, we właściwym świetle.
Za badaczem tematu księdzem Kazimierzem Lićwiejko powtórzę ostatnie słowa wygłoszone przez Kazimierza Kamieńskiego podczas procesu- Spotkamy się wszyscy w Dolinie Jozafata.

3.

Wyrok wykonano

Tadeusz Kryński był sądzony razem ze swoimi kolegami z grupy bojowej: Mieczysławem Grodzkim i Wacławem Zalewskim. Głównym oskarżonym w tym procesie był Komendant. Tak Kryński o Kazimierzu Kamieńskim zawsze mówi- Komendant. Czterej inni jego koledzy: Kazimierz Parzonko, Franciszek Mościcki, Kazimierz Radziszewski i Józef Kostro byli sądzeni wcześniej, w Ciechanowcu. Na procesie w tym miasteczku zapadły cztery wyroki śmierci.
W pół roku po procesie w Łapach Kryński znajduje się w celi więzienia w Białymstoku. On, i jego koledzy sądzeni w parafialce, także Komendant, czekają na odpowiedzi na ich prośby o ułaskawienie. Jest początek października.

Z relacji Tadeusza Kryńskiego:

-W dniu procesu, na więziennym dziedzińcu, na który wyprowadza go rano klawisz stoi przykryta plandeką ciężarówka. – Wsiadaj- mówi strażnik.
To nie jest łatwe, bo ręce ma skute. Wrzucają go, jak worek, do środka ciężarówki. Są już w niej: Grodzki, Zalewski, Łapiński i ksiądz Rakowski. Wszyscy w kajdanach, poprzedzielani w ławkach żołnierzami ochrony, uzbrojonymi w automaty. Ciężarówka, wyjeżdżając z bramy, włącza się w wojskowy konwój wozów bojowych pełnych wojska. Jeszcze przed parafialką słyszy z megafonów ulicznych socrealistyczne marsze. Głośniki były, jak się potem dowie, podczepione do słupów przy ulicy Cmentarnej. Megafony będą także w halach fabrycznych warsztatów kolejowych: tu na żywo mogą śledzić proces, robotnicy, nie odrywając się od swoich warsztatów pracy. Na krótkiej trasie, w drodze z ciężarówki do parafialki, widzi snajperów kryjących sią za kominami okolicznych domów. Wozy wojskowe z konwoju ustawiają się tak, by blokować przed parafialką ulicę Cmentarną z obu stron. Sala jest pełna. Pełno jest ludzi, których on zna. Z dwóch dni procesu pamięta tylko jedno- wyrok. Kara śmierci- orzeka sąd. Po wyroku Kryński chwyta się nadziei, którą wyniósł ze śledztwa na Mokotowie. Przesłuchiwało go tam, na zmianę dwóch śledczych, w dzień i w nocy. 
- Patrz w lampę!- karci go śledczy, gdy Kryński przysypia. Na stole stoi skierowana w niego silna lampa. Konwejer, choć zabroniony, bo poddany mu człowiek w końcu mówi to, co śledczy chcą usłyszeć, jest powszechnie na Mokotowie stosowany. 
- Proszę pana- mówi Kryński po latach- Oni o nas wiedzieli wszystko. 
Kiedy próbuje kręcić w zeznaniach, śledczy przywołuje go ręką do okna:
- Czy widzisz tych ludzi?- pyta, patrząc na ulicę za murami wiezienia. Jest akurat fajerant i na ulicach jest pełno przechodniów.
- Słuchaj- mówi śledczy- Ja mogę wsadzić za kratki każdego z tych ludzi. Czy ty to słyszysz?
Podsumowując wyniki dochodzenia śledczy powie coś, co pół roku później, już po wyroku skazującym Kryńskiego na karę śmierci, jest jedyną nadzieją na ułaskawienie. 
- Masz szczęście, że na twoim koncie nie ma mokrej roboty- mówi śledczy. 
To samo usłyszy w Białymstoku. 
Tego dnia, po śniadaniu, Tadeusz Kryński ma kontakt z Komendantem. Cele były jedna pod drugą. I, wykorzystując instalację centralnego ogrzewania, ucinali sobie morsem krótkie pogawędki. W południe- jeszcze przed obiadem- celę otwiera klawisz i mówi: Jesteś wezwany do naczelnika. Od tego naczelnika- surowego i ponurego, jak zawsze, usłyszy, co powiedział mu śledczy pół roku temu w więzieniu na warszawskim Mokotowie. Po wstępie o tym, że ma szczęście, naczelnik każe mu gestem ręki wstać i sam robi to samo. Bierze leżące na stole pismo na firmowym papierze i z godnością czyta. To jest odpowiedź, jak orientuje się - na prośbę o ułaskawienie złożoną przez jego adwokata do Bolesława Bieruta. Z tego, co jest w stanie, w nagłym zdenerwowaniu pojąć, wynika, że Bierut zdjął z niego zasądzoną przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Białymstoku, karę śmierci i zamienił na wyrok mniejszy. Ten wyrok, pomimo zdenerwowania, uchwyci od razu- 25 lat więzienia. Oszołomiony wraca do celi i od razu klęka przy kaloryferze, bo chce podzielić się nowiną z Komendantem. Wystukuje ją raz, potem drugi. Odpowiedzi na jego stukanie w kaloryfer nie ma- odpowiedzią jest cisza. 
Po pięćdziesięciu latach Tadeusz Kryński, który przesiedział w więzieniach Peerelu szesnaście lat, wspominając próbę skontaktowania się z Kazimierzem Kamieńskim, w południe dnia 11 października 1953 roku powie:.
- Już go tam nie było… Już go wyprowadzili.
W wielotomowych aktach sprawy Kazimierza Kamieńskiego ps. Huzar najważniejsze jest to, co jest w nich na końcu. Nieduża karteczka, z nadrukiem: Zawiadomienie o śmierci więźnia do Wojewódzkiego Sądu Rejonowego w Warszawie 
Numer więźnia: 710
Wymieniony więzień Kazimierz Kamieński zmarł w więzieniu w Białymstoku dnia 11 października 1953 roku. 
Przyczyna zgonu- Wyrok wykonano

Andrzej Różalski, Marian Olechnowicz

(Karol Głębocki)
REKLAMA

Komentarze (4)

Z dalaZ dala

0 0

HUZAR -KONTROWERSYJNA POSTAĆ !! 12:03, 28.12.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Z OBSERWACIZ OBSERWACI

1 0

Czy warto być patriotą i bohaterem. CZY warto swoje życie i zdrowie narażać? Czy warto na represje,szykany i cierpienie narażać swoich bliskich ? Jak i tak pózniej do władzy dochodzą różne szumowiny, cwaniacy, hipokryci , karierowicze i im podobni. 15:48, 28.12.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

GośćGość

2 1

Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, dziadkowie moi różnie mówili o Kamińskim, pewnie też ma i ciemne zaipsane strony na swojej karcie. Szkoda że w większości osóby które znały Huzara już nie żyją. To oni własnie mają prawo wypowiadać się i oceniać Huzara 20:36, 28.12.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

do powyżejdo powyżej

5 0

To są własnie wyprane mózgi po komunie. Likwidacja elit i patriotów przez hitlerowskie Niemcy i komunistyczną Rosję owocuje dzisiaj brakiem prawdziwej elity i wyborem Wałęsy i Kwasniewskiego na prezydenta oraz wygranych wyborów i powrotu w latach 90 komunistów do władzy na czele z Millerem,Cimoszewiczem i Oleksym. Jak ty Gosciu masz problem z oceną postaw heroicznego patriotyzmu niebywałej odwagi i poswięcenia to lepiej żebys zamilkł . 12:13, 29.12.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© kurierwysmaz.pl | Prawa zastrzeżone